bez tytułu

I dajmy na to takie tam gry w szachy; ruch – myślenie. Pewność i jej brak, namysł i zanik myśli, ciągła czujność…. I siedzę tak i myślę co należy, co wypada, czego nie. Jak powinna zachować się kobieta, jak powinna zachować się kobieta u jego boku.

Pewność… Wzbieram na sile, myślę, zastanawiam się lecz nie piszę już tego czego nie wiem, nie mówię czego pewna nie jestem. Dobrze.

Sprawdzam w głowie, milczę, by nie peplać jak reszta świata, nie snuć absurdalnych opowieści. Uczę się – nie peplać, nie popełniać błędów, tych samych – wciąż nowe.

Trudno żyć, kiedy widzisz w sobie wciąż to co niedoskonałe, niedokonane, słabe. Kiedyś widziałam zaledwie błąd językowy powtarzany nagminnie „Ciężko żyć”. Myślałam, że „ciężko się żyje”, dziś wiem, że ten ciężar życia jeszcze nadejdzie. Dziś martwię się dniem dzisiejszym. Przestałam myśleć o „wczoraj” i o „jutro, bo „wczoraj” już minęło, a „jutro” dopiero nadejdzie. Czy wciąż będę walczyć?

Big Ben

Dzień zwyczajny, dzień jak co dzień – piorę, gotuję, sprzątam. Jakaś jakby poprawna politycznie się zrobiłam, bo i do kościoła chodzę. Idealna kuchta, idealna sprzątaczka, zagorzała katoliczka. Kandydatka na członka PiS jak w mordę strzelił!  I rzucać palenia się uczę. Może i łatwiej byłoby nauczyć się niepalić, tylko czy to nie za dużo? Zapalę zatem w pokoju, choć nie wolno tutaj tego robić pod srogim zakazem, karanym obrazą i skrzywioną miną na twarzy skierowanej w stronę komputera.

Niebawem minie 6 miesięcy odkąd zamieszkałam w Londynie i silnie odczuwam doskwierający brak kogoś, kto ma jajniki i do tego jeszcze posługiwałby się językiem polskim. Najlepszym posiadaczem wymienionych elementów była moja mama, która jeszcze dysponowała dobrym słowem i czułością. Być może wymagam zbyt wiele, ale tego właśnie mi brakuje.

Może wszystko inaczej by się ułożyło gdybym miała pracę, gdybym wychodziła. Gdybyśmy mieli możliwość za sobą zatęsknić? Może wtedy oby dwoje pragnęli byśmy kontaktu? Wtedy, może nie przeszkadzałyby mu moje kurtki, które wiszą na jego? Może wtedy prosiłby bym ubrała jego bluzę? Być może doceniłby brak naczyń w zlewie, pozamiataną podłogę? Być może…

Nowy Świat

Minęły dni, miesiące… Niebawem miną lata. Choć pełnoletność rozpoczęłam wiele lat temu uważając się za dorosłą dopiero od niedawna uczę się stawiać samodzielne kroki; w zasadzie dopiero od dziś. Jest rozsądnym stwierdzenie, by nałogowiec pozostawiony został samemu sobie, wtedy zaczyna walczyć lub ginie topiąc się we własnych wymiocinach.

chyba chce jeszcze żyć. niech to bedzie moj świat.

Znow katharos.

Nowy dzień, nowe nadzieje – moje ulubione słowa.
Wszystko co zdarza się w naszym życiu jest po coś. Ja miałam dowiedzieć się, jak kruche bywa życie, o tym, że nie jestem wszechmogąca ani wyjątkowo doświadczona. Jestem jak wszyscy – jedni mniej, drudzy bardziej doświadczeni. Dodatkowo zapomniałam o tym, że przecież jestem szczesciarą, że goi się wszystko na mnie jak na psie, że ludzie którzy się mną zajmują jakoś ulgowo mnie traktują, że jest kilka osób które się o mnie martwi, a jedna z nich nawet do reszty we mnie zakochana! Czy to nie jest pełnia szczęścia?
Kiedyś szukałam wielkich celów, czegoś co  poświadczy o mojej wyjątkowości. Później stracilam wszelki sens. Nie wiedziałam czego chce,czy w ogóle czegoś pragnę.
Dziś…. Dziś  nie mam wygórowanych pragnień, a mogłabym. Pytasz czego pragnę….
Moim marzeniem jest tworzyć spokojny dom, w wolnych chwilach poznawać świat, ciekawe miejsca, zdobyć swój pierwszy górski szczyt. Marzę o tym, by nauczyć się świetnie Tobie gotować, o tym by stać się silną, czasem Cię zaskoczyć. Na chwilę obecną nie posiadam pragnień związanych z zawodem, sam język wydaje mi się prawie nie do przeskoczenia, ale już nie mogę się doczekać jego nauki!
Zawsze pragnęłam nauczyć się 3 rzeczy, na które często brakowało czasu lub motywacji, a które wydawały się być nie do opanowania – jazda autem, nauka języka angielskiego i tańca towarzyskiego.
Nielada wyczynem będzie wspólne zamieszkanie i umiejętność ustępstw, ale wierzę w nas, bo jak nie my to kto?

…..Między

Dni płyną szybko, jak na czas, w którym podobno nic się u  mnie nie dzieje. Gdzieś pomiędzy kartonami z miłosnymi listami do mojej mamy, a płytkami do nowej  łazienki szukam siebie. Gdzie jestem? Gdzieś pomiędzy… Ani w przeszłości, ani w teraźniejszości…. Gdzieś pomiędzy.

Pierścionek na dłoni przypomina, że należy żyć,w teraźniejszości żyć, jednak odpowiedź na pytanie „jak żyć?” wcale nie zmusza mnie do kreatywnego kłamstwa. Przypomina tylko, że nadal żyje w przeszłości i że nadal nie widzę celu, nie znam go. Cholera! Nie znam go!

Jednego tylko mi się chce, spać mi się chce..

By zrozumieć

Dosyć! Dość udawania kogoś, kim nie jestem.

…Że jestem opanowana.

Nie jestem opanowana, jestem kłębkiem emocji, ot co. Czy jestem w stanie to zmienić? Nie wiem czy to możliwe do zmiany, czy mam w sobie tyle siły. Jestem nimi, całą masą emocji, one mnie budują, konstruują moją rzeczywistość. Dzięki nim jestem tak bardzo uczuciowa i to w sobie kocham, ale jednocześnie to one rujnują czasem mój świat. Wyodrębnić negatywne? Kurwa, toż to niemożliwe na pewno!

…. Że niedoskonała słownie.

Mówię czasem od rzeczy, lecz nie to, czego nie chce powiedzieć. Mówię zagmatwanie i niejasno używając skrótów myślowych, często upraszczając do maksimum, zapominając o różnorodności użytych słów. Ach! To nie będzie proste, ale musi się do cholery zmienić! Kończyłam w końcu studia! Dyplom do czegoś mnie zobowiązuje. To jak wyzwanie wręcz! Zabawa!

….Że często nie mam siły……

… nie mam jej często…. Tracę ją….. fizyczność.

…. Że jeszcze częściej boli…..

….. Bo boli. Cholernie boli. A strachu przed śmiercią już nie ma. Poddaję się, pozwalam memu ciału się rozpaść, skoro taka kolej rzeczy. Tylko lęk został….

…. Że lękam się….

… Lęk. Najcięższy z grzechów głównych. Lęk przed tym, że kiedy odejdę zostawię kochające mnie osoby, że kto się nimi zaopiekuje, że kto zaopiekuje się moim psem, że kto ich wszystkich będzie kochał, rozpieszczał, tulił, rozumiał? Kto?

… Lęk. Przed życiem, przed tym czemu muszę jeszcze stawić czoła. Lęk przed tym, że muszę mieć werwę i siłę, której bardzo brakuje dwudziestoośmioletniej dziewczynie. Lęk przed zagubieniem się w rzeczywistości, lęk przed tym, że ktoś źle odczyta moje słowa, źle mnie odbierze, źle oceni….

Lęk przed tym, że ktoś odkryje moje lęki.

Pierwszy wpis. Niech czyta każdy. Przestaję udawać. Usuwam „burkę”, odkrywam twarz.

PS Tosia lubi być drapana pod pachami szczególnie, również za uchem. Tosia lubi długie spacery. Nie cierpi aportować. Uwielbia szukać kretów. .. A kiedy nie chce jeść trzeba postraszyć ją kotami….

 

W kategorii: „O mnie”

Stateczek

Dlaczego nie dom na plaży, ogród pełen róż czy coś równie stabilnego? Ponieważ obecnie stateczek kołyszący się spokojnie na wyciszonej tafli wody, wcześniej miotany był huraganami.

Nasz pokład… Nie chcę już na nim więcej gości. Tyle bym straciła wypływając na nieznane wody i co gorsza zawierzając naturze. Jednak Twoje silne ramiona utrzymały ster. Zapłatą za nierozwagę są poharatane serca, nieco podniszczona łódź. Wciąż razem. Choć niewiele brakowało byśmy poszli na dno, utonęli, to Twoja wiara i niezmierzona miłość uratowała nas. Jak bardzo się wypaliłeś? Jak bardzo ja swoim uporem i powątpiewaniem zraniłam Cię?

Dziś z polika spływa mi łza i staram się nie wracać myślami do tamtych dni. Kartony pełne Twoich ubrań nie chcą jednak opuścić mojej głowy, słowa o braku swojego miejsca wciąż dźwięczą w moich uszach – dopiero je zrozumiałam.

Wczoraj był huragan, wczoraj był smutek, wczoraj uświadomienie.

Dzisiaj Kochany mój, stałeś się mi tak bliski. Dzisiaj chcę się odwdzięczyć za ratunek od zguby. Dziś chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham. I choć nie znam słów jakimi mogłabym się posłużyć opisując co do Ciebie czuję, to od dzisiaj staram się być lepszą, by jutro mogło nadejść w spokoju, wzajemnym szacunku, zaufaniu i tej pięknej miłości.

Krystianowi – Kasia.

Czym jest miłość?

Moja ukochana mama uczyła mnie na każdym kroku czym charakteryzuje się miłość.

Wielokrotnie, z miłości okłamywałam ją, oszczędzając prawdy, tego kim jestem, tego kogo nie chciałaby ujrzeć. Dziś wiem, że wiedziała doskonale kim jestem, w końcu byłam jej córeczką, najbliższą osobą w jej otoczeniu, którą znała od dziecka. To, że czegoś nie mówiła nie oznaczało, że nie widziała. Spoglądała i milczała. Nauczyła się czasem nabierać „wody w usta” co było wygodne dla mnie.

Mojej kochanej mamy, mamusi już nie ma. Dziś chciałabym móc z nią usiąść, przytulić się, wypłakać w jej ramię i pomilczeć…. Powiedzieć jaki świat jest zły….Jak bardzo jej tu brakuje… Jak bardzo brakuje jej dobroci, zrozumienia, szczerości…..

Moja mamusia potrafiła kochać i w umiejętny sposób przekazała tę umiejętność mnie. Mówiła zawsze, że prawda jest cenniejsza od najsłodszych kłamstw. Dziś, stojąc przed lustrem, spoglądając w swoje odbicie zrozumiałam jej słowa. Jestem w stanie zrozumieć i wybaczyć wszystko, wszystko poza kłamstwem.

Moja mama była prawdą w osobie. Nikogo nie udawała, starała się być silniejszą dla osób, które ukochała, stawiając je na piedestale, sobie ujmując.

Z dnia na dzień, choć to nie widoczne dla ludzkich oczu coraz bardziej mi jej brakuje. Powoli zacierają się jej wyrazy twarzy, zapomniany o dziwo został głos….

Pomimo, że popełniła wiele błędów w moim wychowaniu, w moich oczach zawsze pozostanie najszlachetniejszą osobą z racji najszczerszych cech osobowości, prostolijności i prawdy, którą zawsze w życiu się kierowała….

out of control



1. Wszystkie komentarze zatwierdzone.

2. Pierwszy dzień walczę z potworem – by się nim nie stać.

3. Brudna Diana opanowała moją głowę.

….Dzień jak dzień, każdemu mija różnie. Dziewczę zaczęło od procentów. Wszystko jednak stało się jasne, organizm sam wołał o potrzebę.

….Wyjęła wibrator.

….Zepsuta panna, której widzieć nie chciała, nad którą tak skrzętnie pracowała, by nie stać się sobą, bo bycie sobą ją obrzydzało, dziś wzięła górę. Udało się. Potwór z ulicy Wiązów dziś jej wtóruje, stoi przy niej ramie w ramie, z ironią uśmiechając się. Zimna do cna spojrzała z pogardą na potwora, od którego niczym się nie różniła. Dziś czekała na swoją ofiarę….

Gdybym była Tobą, jak to by się skończyło?

….Ostry makijaż nie dodawał jej uroku, stwarzał wrażenie bardziej wulgarnej.  Tego dnia nie chodziło o kochanie, tego dnia celem było pieprzenie. I tak ciągła myśl dająca jeszcze nadzieję, że jest człowiekiem „byleby się dzieciak nie zakochał”. Stała się maszyną bez uczuć, mająca na celu zrealizować swoją potrzebę. O dziwo nic nie czuła, ani radości, ani rozpaczy, takie marne „nic”, które zaczęło władać jej światem.

Cholernie seksowna kocica chyba znów chciała kimś zawładnąć. Poczuć kontrolę… Nie chciała tylko słyszeć, „Ej, kocham cię!”. Boże jakie to tandetne! Tego dnia marzyła, by chwycił ją za głowę, sprowadził do parteru, sponiewierał i na koniec z kumplem się nią zajął.

… Z rozmazanym makijażem od wielogodzinnych igraszek, weszłaby do wanny pełnej gorącej wody z żyletką w ręce, cięłaby wzdłuż….

… lub…

Poprawiony makijaż, sporo stów w portfelu, jeszcze więcej na koncie nie dawały jej większej władzy aniżeli jej seksualność. Stówki tylko pomagały w utrzymaniu tego poziomu klasy, nic więcej.

.. Wypowiedziane z konkretnym akcentem „Cześć, jestem Kasia” powodowały, że każdy się zakochiwał, ale tylko wtedy jeśli tego chciała. Nie było nikogo, kto nie uległby jej urokowi….

Walcząc z sobą, tym kim potrafię być, tym kim potrafię zawładnąć, staram się przeciwstawić temu, co tak dobrze wypracowałam, co było złe. Dziś walczę z osobistą Brudną Kateriną…

Brudniejszą od Brudnej Diany….