Nie wiedząc o czym, piszę o sobie. To znam najlepiej

Świadomość tego, że mogę zapalić, a mimo to siadam do bloga chcąc sklecić kilka poprawnie skonstruowanych zdań powinno napawać mnie optymizmem. Dlaczego tak nie jest? Ponieważ bardziej od jarania uzależniona jestem od pewnego stanu świadomości, konkretnego myślenia. Takiego niebezpiecznego masochizmu. Dziś analizuję wszystko, wszystko co miało i nadal ma na mnie wpływ, silnie oddziałuje na odbiór świata, podejmowane decyzje itp. Rozumiecie głąby?

Że też wszystko argumentuję, chcąc by czytelnik rozumiał. Dobieram słowa, dopasowuję się w tekstach właśnie do niego. By rozumiał. Zrozumiałam sama. Nikt nie czyta. Czytam sama. Czy to przypadkiem, nie pewna forma terapii? Spisywanie rozważań? Późniejsza analiza i poprawa tekstu? Ciągłe dopatrywanie się negatywów? Zauważanie braku przecinków, składni, kropek, spacji, przerw? Dobitne zaznaczenie tego co miałam na myśli…Tak. To chyba dobre. Tylko czy jeśli nawet wydałabym książkę, czy ktoś chciałby czytać o rozpaczy? Może gdybym ją naukowo przeanalizowała wtedy byłabym poczytna? Dlaczego mi na tym zależy? Każdy lubi być podziwiany, a ja do tego uważam, że mam talent i dość specyficzny dobór słów, który skutkuje ciekawą treścią. Przekazem? Dziś marnie choć tak kurewsko szczerze, bez poprawek. Piszem co mi ślina na język przyniesiem. (mój ukochany Witkacy).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>