Big Ben

Dzień zwyczajny, dzień jak co dzień – piorę, gotuję, sprzątam. Jakaś jakby poprawna politycznie się zrobiłam, bo i do kościoła chodzę. Idealna kuchta, idealna sprzątaczka, zagorzała katoliczka. Kandydatka na członka PiS jak w mordę strzelił!  I rzucać palenia się uczę. Może i łatwiej byłoby nauczyć się niepalić, tylko czy to nie za dużo? Zapalę zatem w pokoju, choć nie wolno tutaj tego robić pod srogim zakazem, karanym obrazą i skrzywioną miną na twarzy skierowanej w stronę komputera.

Niebawem minie 6 miesięcy odkąd zamieszkałam w Londynie i silnie odczuwam doskwierający brak kogoś, kto ma jajniki i do tego jeszcze posługiwałby się językiem polskim. Najlepszym posiadaczem wymienionych elementów była moja mama, która jeszcze dysponowała dobrym słowem i czułością. Być może wymagam zbyt wiele, ale tego właśnie mi brakuje.

Może wszystko inaczej by się ułożyło gdybym miała pracę, gdybym wychodziła. Gdybyśmy mieli możliwość za sobą zatęsknić? Może wtedy oby dwoje pragnęli byśmy kontaktu? Wtedy, może nie przeszkadzałyby mu moje kurtki, które wiszą na jego? Może wtedy prosiłby bym ubrała jego bluzę? Być może doceniłby brak naczyń w zlewie, pozamiataną podłogę? Być może…

Stateczek

Dlaczego nie dom na plaży, ogród pełen róż czy coś równie stabilnego? Ponieważ obecnie stateczek kołyszący się spokojnie na wyciszonej tafli wody, wcześniej miotany był huraganami.

Nasz pokład… Nie chcę już na nim więcej gości. Tyle bym straciła wypływając na nieznane wody i co gorsza zawierzając naturze. Jednak Twoje silne ramiona utrzymały ster. Zapłatą za nierozwagę są poharatane serca, nieco podniszczona łódź. Wciąż razem. Choć niewiele brakowało byśmy poszli na dno, utonęli, to Twoja wiara i niezmierzona miłość uratowała nas. Jak bardzo się wypaliłeś? Jak bardzo ja swoim uporem i powątpiewaniem zraniłam Cię?

Dziś z polika spływa mi łza i staram się nie wracać myślami do tamtych dni. Kartony pełne Twoich ubrań nie chcą jednak opuścić mojej głowy, słowa o braku swojego miejsca wciąż dźwięczą w moich uszach – dopiero je zrozumiałam.

Wczoraj był huragan, wczoraj był smutek, wczoraj uświadomienie.

Dzisiaj Kochany mój, stałeś się mi tak bliski. Dzisiaj chcę się odwdzięczyć za ratunek od zguby. Dziś chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham. I choć nie znam słów jakimi mogłabym się posłużyć opisując co do Ciebie czuję, to od dzisiaj staram się być lepszą, by jutro mogło nadejść w spokoju, wzajemnym szacunku, zaufaniu i tej pięknej miłości.

Krystianowi – Kasia.

Platki

Kobieta powinna być jak kwiat.. Powinna być delikatna, krucha, urokliwa, powinna wzruszac swojego mężczyznę. Kobieta powinna być ciepła jak kolory na łące. Jej obecność powinna uspokajać jak zapach magnolii.

Kobieta nie może być wulgarną, nie może być nieczulą, nie może być zaniedbana. Kobieta także nie może być mężczyzną.

Mężczyzna powinien byc jak drzewo. Mężczyzna powinien dać schronienie koroną przed upalnym słońcem lub ulewnym deszczem kruchym platkom kwiatów. Mezczyzna powinien być podporą, powinien wiernie stać w miejscu, w którym się osadził pod postacią nasiona.

Drzewo nie może zmienić miejsca by osłonić inne kwiaty, bo wtedy stanie się  niestabilne. Będąc niestabilnym nie ochroni żadnych kwiatów, a i samo obumrze.

(nie)przyzwoitości

Pierwszy dzień, od bardzo dawna, w którym mam czas tylko dla siebie. Pierwszy dzień,w kktórym cieszę się, ale nie do końca. Pisuję o seksie najczęściej, ostatnio. Znów słownikiem. Znów dzwoni telefon, lecz dziś go nie odbieram. Dziś oddam KatarinieKatharós co jej, nie bliskim siebie,  nie Bogu co Boskie, nikomu, tylko sobie, egoistycznie.

Usmiecham się,bo nie akceptuję smutasów. Ktoś mógłby pomyśleć,że KaterinaKatharós jest napaleńcem, seksoholikiem. Nic z tych rzeczy! Ona po prostu dostosowała się do rzeczywistosci, bo „rzeczywistość” tego od niej  wymaga. I tak dochodzimy do sedna sprawy, mianowicie powiedz komuś, kto powoli umiera, że chwilami cieszysz się życiem? No kurwa trudno, niemożliwie. Zatem jedyną cichą radością staje się pisanie. Pisanie, lecz nie o życiu, bo chwilami zapominam jak się żyje, ale o tym, czego widzieć nie musialam.

…Zepsuta panna, zamieszkała na ulicy Niemyci, numer domu Odurzeni ubiera sie właśnie w lateksowe body, w przylegające do jej zgrabnych pośladków dżinsy i owiesza się kupą kolorowego żelastwa na szyi i rękach. Taniocha, jednak efekt murowany. Nie ubiera bielizny, wie że niepotrzebna. Wkłada czarne szpilki, przerzuca przez ramię podróbkę Dolce&Gabbana, wychodzi.

Pięć shotów i trzy piwa dalej….

Nogi rozstawione na za dziesięć druga, pierwsza tabletka dolce&gabbana popita pierwszym drinem, z pierwszym partnerem tej nocy…

Widziałam wiele nieprawidłowości, kurestwa. Wracam do przeszłości, bo teraźniejszość jest chwilami gorsza. Opisuję to, co widziałam lub przeżyłam to, co mnie kręciło lub oburzyło, to, na co się odważyłam lub czym wzgardzałam, to na co się nigdy nie odważy dziewczyna taka jak ja, a co widzi dookola. To czego unika…

 

Uwielbiam iluzję, bo dzięki niej nigdy nie wiesz czy coś jest realne, czy też jest pozorem. Drogi Czytelniku nie szukaj tutaj prawdy.

Czy powinnam pisać dalej, czy mnie nie zlinczują?

KatKath.

Gadula seksualna? Nie! Umiejętność prowokacji!

Dla sprostowania-przepraszam za brak, w niektórych słowach polskich znakow, piszę jakimś niedoleznym słownikiem, z braku wyboru, nigdy z własnej woli.

O seksie nieważne w jakim mieście, lecz kogo z kim i jak…

<zaprzeczasz,jesteś niejasna, budzisz moja nieufność> usłyszała te słowa,choć nie padły. Ona, uwielbiała sobie dopowiadac, czytać miedzy wierszami, wypełniać luki zwodzacego ją umyslu, stosującego sztuczki wypełniania niewiedzy schematami. Tak podobno robi mózg, kiedy nie posiada stosownej ilości wiedzy i wypełnia te właśnie  luki schematami dawno poznanymi,szablonami.

<Cholera, nie ufam ci!>Jak zwykle użyła niewłaściwych słów,wcale a wcale tak nie myśląc. Trudno, poszło.

Później i z jego, i jej ust padlo jeszcze więcej oskarżeń, na szczęście nie raniących uczuć, a przedstawiając pewien tok rozumowania. Były jednak dość mocne, mocne na tyle, by poczuć podniecenie. Nie od razu jednak. Najpierw wystąpiło poczucie skrzywdzenia – uogólnieniami, potem naturalna agresja, jako forma obrony, później szaleńcze uczucie, którego nie zrozumie ten, kto nie fascynuje się człowiekiem. Poznając czyjś sposób myślenia, który dodatkowo jest interesujący, bo odmienny, podniecajacy wręcz, tak można poczuć żar miedzy udami!

Dostrzegł to w jej oczach, zobaczył rozpalajace ja pożądanie. Wyprostowal się zmieniając wyraz twarzy na bardziej zobojetnialy,jakby emocje, które przed chwila nim władały ustąpiły miejsca lekkiemu podnieceniu i skupieniu. Wciąż stał kilka metrów przed nią rozpinając jednym i pewnym ruchem rozporek, spuszczajac odrobinę bokserski,chwytając się za penisa. Twardnial w jego rekach, cholernie ją podniecajac poza, grą, w szczególności jednak rozmiarem. Był potężny, ona drobna i chyba to ją w tej wielkości podniecalo, że będzie najpierw wciskal go na siłę, mocno!

..że bolec najpierw będzie, nie będzie się ślizgać, ale nie długo. Potem ona się zwilży, on stojąc miedzy jej udami zepnie seksownie pośladki, ona uniesie łydki wyżej, on z namietnym spojrzeniem ugryzie ją w tę lydke, przymykajac oczy odda się rozkoszy czasem przyspieszając,czasem zwalniając, zaspokajajac siebie i ją….

error

Nie wiem jak ogół,  ale ja mam czasem potrzebę kasacji. Potrzeba ta realizowana jest w ten sposób, że wszelki dostęp do założonych kont jest sukcesywnie czyszczony przez wiele godzin rozmaitymi narzędziami. I tak wczorajszym narzędziem okazał się mały kosmita przybywający z planety o dość popularnej nazwie Tetrahydtokannabinol w towarzystwie przystojnego dżentelmena nazwiskiem Beam. Jim mu było na imię. Rzadko kiedy nachodzi mnie ochota na towarzystwo mężczyzn, a gdy sprawa rozbija się już o propozycje skosztowania go z lodem w ustach, to zalatuje mi już perwersja.

Perwersji nie było, za to głowa dawała znak, że system rzeczywiście wyczyszczony do cna. I dobrze, taki cel. Szkoda tylko, że nieco komercyjny.

Wieczór przyszło mi spędzić w pościeli i na  kolejnych rozważaniach w skompresowanym mózgu, który znów chlonie jak gąbka.

Wtęp do opowiadania „1001 nocy z jej udziałem”

Blog, który stał się pamiętnikiem, a miał być blogiem ciekawskiego człowieka. „Jesteś tu” chciałam ostatnio wkleić mapę z krzyżykiem. A zaraz obok tego dołączyć znak graficzny mówiący o truciźnie, o skażeniu.

Bo nikt nie czytał, w ogóle, nic a nic, więc jeśli jakiś śmiałek znalazłby się, trzeba byłoby go nawrócić ze złej drogi.

Nie zdążyłam. Jestem w takim razie zmuszona zmienić tematykę wpisów. I tak, jak byłam spokojna w doborze treści, to nagle wszystko stało się nie dość idealne. Nie ważne.

Co zrobić kiedy strach paraliżuje, umysł jeszcze zawodzi, a musisz stawić czoła?

…Zaparzyła kubeł kawy, zapaliła papierosa,. Prześwitująca sukienka podkreślała jej kobiecość. Na jej twarzy przeplatała się irytacja ze strachem, ale i podniecenie. Wiedziała co będzie dalej. Wiedziała, że za chwilę on wejdzie, stanie w rozkroku, ręce będą mu zwisać bezwładnie i spojrzy na nią jak zawsze. Wtedy ulegnie. Ona, postać, której nawet nie nadano imienia.

Ona. Będzie tak siedzieć chwilę, powoli rozchylając uda, jedną ręką przenosząc jego wzrok w stronę napiętych stóp unoszących się na palcach. Wtedy nastąpi jego kolej. On podejdzie, palcem przesunie po jej łydce, jednym ruchem rozchyli jej nogi na tyle, by móc znaleźć tam miejsce dla siebie…

I znów chwyci ją za szyje, delikatnie muskając ustami, wciąż stojąc pomiędzy nogami. I ona znów podda się mu, oddając jednoczenie rozkoszy. A on zaciśnie delikatnie rękę na jej szyi, wciąż patrząc beznamiętnie w jej twarz, doszukując się sygnału podniecenia. Bo ona wie, co lubi on, ale nie spodziewała się, że on może tak dobrze wiedzieć czego pragnie ona….

Kłamstwo jest najprostszą formą kontaktu, kiedy się boisz. Iluzja natomiast bardziej wyszukaną formą. Jak zatem dojść do perfekcji i powiedzieć wszystko, nie mówiąc jednocześnie nic?

Błąd myślenia

Myślałam, że wiem wiele, że jestem mistrzem improwizacji, że to ja kontroluję rozmowę, że wprowadzam cię w swój świat na tyle, na ile sama na to pozwolę. Gówno prawda. Dziś staram się uporządkować informacje, które z trudem docierają do mojej zaspano-niewyspanej głowy, pracującej mozolnie jak komputer, na którym spisuję swoje rozgmatwane myśli.

Z przedstawionej lekcji tak niewiele pewno wyłapałam. Zrozumiałam jednak swój błąd w pojmowaniu świata, a raczej, doprecyzowując zapomniałam o istocie rzeczy, wciąż obracając się w około tego, co już wiem.

A wiem, że mówię za dużo z brakiem kontroli nad tym co chcę, by rozmówca usłyszał.

Chyba zaczynam pojmować niebezpieczeństwo kontroli i niebezpieczeństwo jako takie.

Bo jak to kiedyś napisałam, błędnie nie przenosząc tego na potencjalną „Zośkę”, że człowiek nie potrafi poradzić sobie z wolnością, a przynajmniej większość. Chyba.

Dziś słysząc tak wiele zrozumiałam, że wiem, że nic nie wiem. KatKath

Nie wiedząc o czym, piszę o sobie. To znam najlepiej

Świadomość tego, że mogę zapalić, a mimo to siadam do bloga chcąc sklecić kilka poprawnie skonstruowanych zdań powinno napawać mnie optymizmem. Dlaczego tak nie jest? Ponieważ bardziej od jarania uzależniona jestem od pewnego stanu świadomości, konkretnego myślenia. Takiego niebezpiecznego masochizmu. Dziś analizuję wszystko, wszystko co miało i nadal ma na mnie wpływ, silnie oddziałuje na odbiór świata, podejmowane decyzje itp. Rozumiecie głąby?

Że też wszystko argumentuję, chcąc by czytelnik rozumiał. Dobieram słowa, dopasowuję się w tekstach właśnie do niego. By rozumiał. Zrozumiałam sama. Nikt nie czyta. Czytam sama. Czy to przypadkiem, nie pewna forma terapii? Spisywanie rozważań? Późniejsza analiza i poprawa tekstu? Ciągłe dopatrywanie się negatywów? Zauważanie braku przecinków, składni, kropek, spacji, przerw? Dobitne zaznaczenie tego co miałam na myśli…Tak. To chyba dobre. Tylko czy jeśli nawet wydałabym książkę, czy ktoś chciałby czytać o rozpaczy? Może gdybym ją naukowo przeanalizowała wtedy byłabym poczytna? Dlaczego mi na tym zależy? Każdy lubi być podziwiany, a ja do tego uważam, że mam talent i dość specyficzny dobór słów, który skutkuje ciekawą treścią. Przekazem? Dziś marnie choć tak kurewsko szczerze, bez poprawek. Piszem co mi ślina na język przyniesiem. (mój ukochany Witkacy).