Stateczek

Dlaczego nie dom na plaży, ogród pełen róż czy coś równie stabilnego? Ponieważ obecnie stateczek kołyszący się spokojnie na wyciszonej tafli wody, wcześniej miotany był huraganami.

Nasz pokład… Nie chcę już na nim więcej gości. Tyle bym straciła wypływając na nieznane wody i co gorsza zawierzając naturze. Jednak Twoje silne ramiona utrzymały ster. Zapłatą za nierozwagę są poharatane serca, nieco podniszczona łódź. Wciąż razem. Choć niewiele brakowało byśmy poszli na dno, utonęli, to Twoja wiara i niezmierzona miłość uratowała nas. Jak bardzo się wypaliłeś? Jak bardzo ja swoim uporem i powątpiewaniem zraniłam Cię?

Dziś z polika spływa mi łza i staram się nie wracać myślami do tamtych dni. Kartony pełne Twoich ubrań nie chcą jednak opuścić mojej głowy, słowa o braku swojego miejsca wciąż dźwięczą w moich uszach – dopiero je zrozumiałam.

Wczoraj był huragan, wczoraj był smutek, wczoraj uświadomienie.

Dzisiaj Kochany mój, stałeś się mi tak bliski. Dzisiaj chcę się odwdzięczyć za ratunek od zguby. Dziś chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham. I choć nie znam słów jakimi mogłabym się posłużyć opisując co do Ciebie czuję, to od dzisiaj staram się być lepszą, by jutro mogło nadejść w spokoju, wzajemnym szacunku, zaufaniu i tej pięknej miłości.

Krystianowi – Kasia.

o tym i o tamtym, o NieDouczycielach

Pisze mądrze pewna pani o kulturze i zaangażowaniu studenciaków, bo nie studentów, oczywiście. I określiła ona ich jako „szare szeregi bezrobotnych magistrów” (
http://tak-widze-swiat.blog.pl/2013/05/09/szare-szeregi-bezrobotnych-magistrow/comment-page-2/#comment-336
). Prawda. Ja natomiast chcę poruszyć kwestię wykładowców. Ktoś może mi zarzucić, iż uwzięłam się na ciało pedagogiczne, hmmm.. Być może, ponieważ nic mnie tak nie wkur**** jak brak rozwoju i brak opamiętania się ludzi na pozór wykształconych, inteligentnych, mających dążyć do rozbudzania siebie i innych. Taki cel nauczyciela. Dalej, ktoś następny może zarzucić wulgaryzm mego bloga. Owszem, ale każde słowo ma mieć tutaj sens – nawet wulgaryzm ma przekaz. Ale o tym będzie kolejny artykuł.

Bierzemy na tapetę wykładowców – nauczycieli, jak zwykle  :twisted:

To że studenci niewiele sobą reprezentują – fakt. Sama studiowałam i widziałam hołotę, wszechobecną. Ale, ale! Nie zapędzajmy się w takim toku rozumowania, ktoś ich przecież wychowuje, ktoś  ich kształci. Kto? A no to sę idę na wywiad do gimnazjalistów, pisząc pracę o agresji wśród młodzieży w szkole. Dzieci piszą, wypełniają, myślą główkują, nawet jedna z uczennic zadaje mi pytanie. A jak! Co robi w tym czasie pani matematyczka (nie podam nazwiska choć bardzo mnie kusi  :twisted:)? Staje obok mnie i zaczyna swój jakże prostacki i (innego słowa nie umiem dobrać)TĘPY wywód: „nie słuchaj jej, bo to wiesz, taka głupiutka blondyneczka, hehe”. Czy muszę nadmieniać o kolorze włosów tejże pani?! Nie odbierajcie przypadkiem, iż szufladkuję złotowłosych tylko dlatego, że ta osoba, reprezentująca – a jakże, oświatę –  dała popis swoich możliwości.

A wykładowcy, jak to wykładowcy…..

„Proszę zrobić prezentację..”. Bla, bla, bla…. A to, że ja czytam z komputera, jakbym co najmniej miała zaliczyć przedmiot u ślepca, nie razi już nikogo, a na pewno nie ogłupiałych zachowaniem nauczyciela studentów. I piąteczka, bardzo dobry! „Gógl” wie za mnie wszystko, zaliczy nawet przedmiot. I byś przypadkiem drogi studencie nie chciał się wychylić z pytaniami, propozycją zajęć „burzy mózgów”. Nie, nie. Bo jak jeden z drugim zada pytanie, na które wyrocznia – wykładowca nie zna odpowiedzi wyjdzie na tego za kogo sam się uważa, heh. Twierdzę, iż mądry nauczyciel – wykładowca ma prawo nie wiedzieć i w tym tkwi jego siła. Jeśli jednak, uważa siebie za nadrzędnego, nie znajdzie w mojej i chyba nikogo „hierarchii osób światłych” miejsca. Nieskromnie o ludziach nauki KaterinaKatharós

Pozdrawiam NieDouczycieli  :mrgreen:

Rozprawa o wolności ze znakiem zapytania

Co powoduje, iż jest dozwolonym przyznać, że Państwo jest demokratyczne? Kiedy możemy mówić o szeroko rozumianej wolności? Co oznacza hasło „otwierać się na inne kultury”? Co jest dopuszczalne, a co zabronione w akceptacji odmienności? Czy odmienność nam zagraża? Do jakiego stopnia należy być tolerancyjnym, a kiedy mówimy już o nadużywaniu wolności, demokracji, akceptacji, tolerancji, przyzwolenia?

Pewien dokument bardzo mnie zaniepokoił. Twierdzę, iż każdy ma prawo żyć według swoich zasad, dopóki nie uderza to w resztę społeczeństwa w sposób namacalny, dobitny. Czy mam prawo będąc potencjalnym pracodawcą-katolikiem nie chcieć zatrudnić protestanta, gdyż jest „protestantem”? Nie. Ponieważ Konstytucja zakłada wolność jednostki ze szczególnym uwzględnieniem jej potrzeb duchowych. Zatem o Państwie demokratycznym w odniesieniu do potrzeb religijnych możemy mówić wtedy, gdy pozwala ono jednostkom na funkcjonowanie w sposób zgodny z jej wartościami ORAZ prawem obowiązującym w danej społeczności ustanowionym przez system. Czy to jest właśnie wolność? Nie mnie oceniać, gdyż to nie ja ułożyłam kodeks, a także nie posiadam kompetencji do zmiany pojęć, np. słowa „wolność”. Mogę jedynie się z czymś zgadzać lub nie. Czy jeśli wprowadzi się na moje osiedle, przykładowo czarnoskóry i jego kultura lub religia zakłada, iż ma on obowiązek chodzić w dni powszednie w czerwonym stroju, w święta w czarnym, a ja tego nie akceptuje, mam do tego prawo czy nie? Jest logicznym, że nie. A czy jeśli temu samemu czarnoskóremu kultura nakazuje w swoje święta  chodzić w negliżu, czy mam obowiązek szanować jego wzorce? Każdy znajdzie przynajmniej jeden argument obalający przyzwolenie. Wszystko jest proste do czasu….

Czy mam prawo jako ateista – pracodawca, protestant – pracodawca, katolik – pracodawca nie zatrudnić pracownika – islamisty? Obrońcy wolności radykalnej będą opowiadać o stereotypach, uprzedzeniach, o rasizmie. Demokracja zakłada jednak tę wolność, mogę być islamistą i mam prawo pielęgnować swój kanon. Przecież w nikogo nie uderza brak poszanowania wolności, jeśli założę chustę, wybuduję meczet. Mam do tego prawo. Dlaczego katolicy budują kościoły jeden po drugim, a ja nie mogę wybudować swojej świątyni? Przecież nie staję się automatycznie terrorystą. Znajdzie się na pewno wielu prawników chcących zyskać sławę w dość kontrowersyjnym temacie, by bronić „praw” człowieka, kultury, jego założeń, ideologii, wartości. Mnie natomiast zastanawia, czy wolność nie stanie się zgubą dzisiejszych pokoleń? Pozwoliliśmy wybudować meczety, to w Warszawie, to w Poznaniu, to w Gdańsku. Pozwalamy na pielęgnowanie wzorców religijnych godząc się na zakrywanie głowy. Teoretycznie nic w tym złego nie jest, ponieważ ja mogę modyfikować ciało, nosić mini, zakładać worek po pyrach i mam takie prawo, dlaczego zatem i oni nie mogą? W mojej opinii człowiek nie potrafiłby poradzić sobie z pełną wolnością, ponieważ nadużywałby jej wobec innych. Wtedy mówilibyśmy o uciśnieniu jednostek. Dlatego też, mamy reguły. Ale jeśli widzę w telewizji postawę skrajnie radykalną polskiej islamistki, która mówi „jeśli mój syn byłby gejem to muszę go zabić (i uwaga na te słowa!) i przyjmę to na klatę”, to ja się pytam, co ta pani tutaj jeszcze robi? Tak, z pełną odpowiedzialnością muszę przyznać nie akceptuję tego. I posunę się jeszcze dalej, nie zgadzam się, by taka osoba przebywała w moim kraju. Dlaczego? Ponieważ narusza ona wolność innych jednostek. I dalej, ta sama pani mówi o tym, że mąż ma prawo uderzyć żonę tylko dlatego, że -  głupią  – rządzą hormony, i za przeproszeniem gówno wie, zastanawiam się co dalej z naszą wolnością? Przyznam szczerze i dobitnie nie zgadzam się na owijanie łba chustą, na noszenie kropek na czole i innych udziwnień, z bardzo prostej przyczyny: jesteś w tym kraju, dostosuj się do panującej kultury. Noś se co tam chcesz na łbie, czole, nodze, ale u siebie w domu lub w kraju o tej, a nie innej kulturze. I choć innowiercy mi nie przeszkadzają, a tym bardziej kropki na czole, to muzułmanizm jest dla mnie zagrożeniem wolności ogółu. Dlatego też, będąc konsekwentną w swoich wywodach nie zgadzam się na promowanie na ulicach charakterystycznych cech dla danej, odmiennej kultury – znaków. Chusta jest dla mnie maskowaniem. Dlaczego kibolom nie wolno nosić kominiarek? Pozwólmy na to. Swoich tępimy za niedostosowanie się do norm, a chory system religijny usprawiedliwiamy, bo tak zakłada wolność jednostki? Dlatego właśnie uważam, iż obnoszenie się z odmiennością kulturową powinno być zakazane, by jeden z drugim nie stwierdził „on może namalować kropkę na czole i żyje zgodnie ze swoją religią, a ja nie mogę zakładać chusty, zabić syna – bo to w końcu mój syn i moja religia i oby dwoje się na to godzimy, on także?” Ktoś może pokusić się o stwierdzenie „to zdejmijmy krzyże z naszych urzędów, bo godzi to w moją wolność”. Stety, niestety nasze wzorce kulturowe zakładają katolicyzm i OBOWIĄZUJĄCA Konstytucja 3 Maja także skłania się ku niemu. Dlaczego w Stanach Zjednoczonych Ameryki nikt nie dopieprza się do słów na banknotach „We Trust in God” (tłum. „W Bogu nadzieja”, „Ufamy Bogu”)? Ponieważ nikt nie będzie skakał im wyżej, wiemy czego! Oni się nie godzą na ingerencję w ich system i bardzo dobrze robią. A jak jeden z drugim islamista za dużo wypowiada się w niedozwolonych kwestiach; choć w Ameryce występuje wolność słowa, to bardzo szybko wiza staje się „nie-wizą” i pojawia się zdanie „idź i głoś swoje poglądy, ale nie u nas, ponieważ nasz system tego nie zakłada, a ty nie zapominaj, że pomimo wizy jesteś tutaj TYLKO nadal GOŚCIEM”

O świecie, założeniach, odczuwaniu KaterinaKhatarós

3 MAJ

Dziś z pełną powagą i szacunkiem, do jakże ważnego dnia. Aż wstyd się przyznać, po raz pierwszy uczestniczę (medialnie, co prawda) w obchodach 3 Maja. Obiecuję sobie jednak, że kiedyś pojadę do Warszawy, by godnie, jak prawdziwy polski patriota oddać cześć naszej kulturze, historii oraz wolności, o którą tak bezgranicznie walczyły poprzednie pokolenia. I choć walka o wolną Polskę pochłonęła wiele ofiar – inteligencji polskiej, oficerów, żołnierzy, matek, ojców i dzieci, musimy pamiętać, iż nie tylko my mamy tak krwawą historię narodu. Sugeruję zatem, by w sposób stonowany podchodzić do historii, o którą przecież do dnia dzisiejszego występują ciągłe zatarcia i reprezentowane są nacjonalistyczne zapędy. Ale, do rzeczy! Choć mojemu psu nie podobało się, kiedy z wielkim zaciekawieniem obserwowałam telewizor (dlaczego nie ją???) i zaczepianek końca nie było, to udało mi się wyłapać kilka istotnych kwestii wypowiedzianych przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Jak zwykle mówił w sposób stonowany, stojąc pięknie wyprostowanym, godnie piastując pełniony urząd. Niesamowite doświadczenie, patrząc się na tę reprezentowaną postawę. Rzadko kiedy mam możliwość obejrzenia w telewizji wysokiej kultury, dlatego chyba sama nawet wyprostowałam się siedząc na kanapie :-P Pan Komorowski wiele mówił o patriotyzmie; o modernizacji Polski z zastrzeżeniem poszanowania polskiej kultury, historii, przyzwyczajeń. Mówił o otwarciu się na Europę, o tym, iż nowoczesny patriotyzm to patriotyzm otwarty na nowoczesny świat, ale z poszanowaniem wartości! O tym, iż należy pielęgnować historię, ale także wyciągać wnioski i nauki z poprzednich doświadczeń. I choć czasem bawi mnie nasz Prezydent, ponieważ przypomina mi takiego dużego dobrotliwego misia, to uważam, że godnie reprezentuje Polskę i w pełni wkomponował się w nasze odczucia narodowe. A przynajmniej moje, gdyż jest człowiekiem wysokiej kultury. I jeszcze jedna kolejna istotna kwestia! Bardzo wzruszyła mnie Preambuła odczytywana na Placu Zamkowym. Była dostojna i magiczna, i kiedy człowiek uświadomi sobie, że minęły 222 lata od jej utworzenia nabiera powściągliwości do lekkomyślnych i czysto subiektywnych wypowiedzi na temat naszej historii. Tak, krótko o rozwoju, ludziach i otaczającym świecie… Poniżej Preambuła Konstytucji 3 Maja. KaterinaKatharós

„USTAWA RZĄDOWA
z dnia 3-go maja 1791 roku

W imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

 

Stanisław August z Bożej łaski i woli Narodu Król Polski, Wielki Książe Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki, Kijowski, Wołyński, Podolski, Inflancki, Smoleński, Siewierski i Czerniechowski, wraz z stanami skonfederowanemi, w liczbie podwójnej Naród Polski reprezentującemi, uznając, iż los nas wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł, długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje, i z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą egzystencyją polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc oraz na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć, mimo przeszkód, które w nas namiętności sprawować mogą, dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia ojczyzny naszej i jej granic, z największą stałością ducha niniejszą konstytucję uchwalamy i tę całkowicie za świętą, za niewzruszoną deklarujemy, dopóki by naród w czasie, prawem przepisanym, wyraźną wolą swoją nie uznał potrzeby odmienienia w niej jakiego artykułu. Do której to konstytucji dalsze ustawy sejmu teraźniejszego we wszystkiem stosować się mają.”

Z: http://libr.sejm.gov.pl/tek01/txt/kpol/1791-r0.html

Zapomniane, stare starocie…

Galeria

W tej galerii znajduje się 11 zdjęć.

Chyba każdy z nas zna w w swojej okolicy pewne zapomniane miejsca, zostawione same sobie, na pastwę losu, niszczejące. Powiem Wam, że jestem zszokowana niszczejącą historią. Dziwi mnie podejście władz regionalnych, które nie robią nic w kierunku konserwacji danej zabudowy! … Czytaj dalej

Magiczna Pani

ONA! Tak, muszę stwierdzić, że łatwo mi się jej nie lubiło. Ot tak, po prostu. Nie lubię i już.  Pewnie niejedna osoba nie mając styczności z jej muzyką szybko ją zaszufladkuje. Ba! Toż to człowieczek siedzi sobie w swoim małym domku i myśli „hmmm… co też ona dobrego może robić? Pewnie druga Doda, Grzeszczak lub inny cop.” Jakież było moje zdziwienie, kiedy pofatygowałam swój śmierdzący tyłek do komputera i wklepałam na magicznej klawiaturce jeszcze  magiczniejszą kompozycję liter ułożoną w dwa superturbozajebiszcze wyrazy: JUSTYNA STECZKOWSKA. Przyznam szczerze – koparka opadła. Bardzo szybko wycofałam się z raz obranej decyzji o nielubieniu i wskoczyło „lubię to!” Być może nie wszyscy wiedzą (ja nie wiedziałam), ale JS ma 4 oktawowy głos. Pani Justyna wręcz urządza performance. W moich oczach jej głębia artyzmu zdaje się nie mieć końca. Magia jej muzyki sprawia, że budzą się we mnie nieludzkie emocje! Jej muzyka jest niepokojąca, uzależniająca, niebezpieczna, niezdrowa dlatego taka wyjątkowa! Chcę tego więcej! I więcej! i więcej….

Aż mi się mózg lasuje hłe hłe



p.s. A kto dla Ciebie jest Twoim Sanktuarium?