Nowy Świat

Minęły dni, miesiące… Niebawem miną lata. Choć pełnoletność rozpoczęłam wiele lat temu uważając się za dorosłą dopiero od niedawna uczę się stawiać samodzielne kroki; w zasadzie dopiero od dziś. Jest rozsądnym stwierdzenie, by nałogowiec pozostawiony został samemu sobie, wtedy zaczyna walczyć lub ginie topiąc się we własnych wymiocinach.

chyba chce jeszcze żyć. niech to bedzie moj świat.

Znow katharos.

Stateczek

Dlaczego nie dom na plaży, ogród pełen róż czy coś równie stabilnego? Ponieważ obecnie stateczek kołyszący się spokojnie na wyciszonej tafli wody, wcześniej miotany był huraganami.

Nasz pokład… Nie chcę już na nim więcej gości. Tyle bym straciła wypływając na nieznane wody i co gorsza zawierzając naturze. Jednak Twoje silne ramiona utrzymały ster. Zapłatą za nierozwagę są poharatane serca, nieco podniszczona łódź. Wciąż razem. Choć niewiele brakowało byśmy poszli na dno, utonęli, to Twoja wiara i niezmierzona miłość uratowała nas. Jak bardzo się wypaliłeś? Jak bardzo ja swoim uporem i powątpiewaniem zraniłam Cię?

Dziś z polika spływa mi łza i staram się nie wracać myślami do tamtych dni. Kartony pełne Twoich ubrań nie chcą jednak opuścić mojej głowy, słowa o braku swojego miejsca wciąż dźwięczą w moich uszach – dopiero je zrozumiałam.

Wczoraj był huragan, wczoraj był smutek, wczoraj uświadomienie.

Dzisiaj Kochany mój, stałeś się mi tak bliski. Dzisiaj chcę się odwdzięczyć za ratunek od zguby. Dziś chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham. I choć nie znam słów jakimi mogłabym się posłużyć opisując co do Ciebie czuję, to od dzisiaj staram się być lepszą, by jutro mogło nadejść w spokoju, wzajemnym szacunku, zaufaniu i tej pięknej miłości.

Krystianowi – Kasia.

Czym jest miłość?

Moja ukochana mama uczyła mnie na każdym kroku czym charakteryzuje się miłość.

Wielokrotnie, z miłości okłamywałam ją, oszczędzając prawdy, tego kim jestem, tego kogo nie chciałaby ujrzeć. Dziś wiem, że wiedziała doskonale kim jestem, w końcu byłam jej córeczką, najbliższą osobą w jej otoczeniu, którą znała od dziecka. To, że czegoś nie mówiła nie oznaczało, że nie widziała. Spoglądała i milczała. Nauczyła się czasem nabierać „wody w usta” co było wygodne dla mnie.

Mojej kochanej mamy, mamusi już nie ma. Dziś chciałabym móc z nią usiąść, przytulić się, wypłakać w jej ramię i pomilczeć…. Powiedzieć jaki świat jest zły….Jak bardzo jej tu brakuje… Jak bardzo brakuje jej dobroci, zrozumienia, szczerości…..

Moja mamusia potrafiła kochać i w umiejętny sposób przekazała tę umiejętność mnie. Mówiła zawsze, że prawda jest cenniejsza od najsłodszych kłamstw. Dziś, stojąc przed lustrem, spoglądając w swoje odbicie zrozumiałam jej słowa. Jestem w stanie zrozumieć i wybaczyć wszystko, wszystko poza kłamstwem.

Moja mama była prawdą w osobie. Nikogo nie udawała, starała się być silniejszą dla osób, które ukochała, stawiając je na piedestale, sobie ujmując.

Z dnia na dzień, choć to nie widoczne dla ludzkich oczu coraz bardziej mi jej brakuje. Powoli zacierają się jej wyrazy twarzy, zapomniany o dziwo został głos….

Pomimo, że popełniła wiele błędów w moim wychowaniu, w moich oczach zawsze pozostanie najszlachetniejszą osobą z racji najszczerszych cech osobowości, prostolijności i prawdy, którą zawsze w życiu się kierowała….

out of control



1. Wszystkie komentarze zatwierdzone.

2. Pierwszy dzień walczę z potworem – by się nim nie stać.

3. Brudna Diana opanowała moją głowę.

….Dzień jak dzień, każdemu mija różnie. Dziewczę zaczęło od procentów. Wszystko jednak stało się jasne, organizm sam wołał o potrzebę.

….Wyjęła wibrator.

….Zepsuta panna, której widzieć nie chciała, nad którą tak skrzętnie pracowała, by nie stać się sobą, bo bycie sobą ją obrzydzało, dziś wzięła górę. Udało się. Potwór z ulicy Wiązów dziś jej wtóruje, stoi przy niej ramie w ramie, z ironią uśmiechając się. Zimna do cna spojrzała z pogardą na potwora, od którego niczym się nie różniła. Dziś czekała na swoją ofiarę….

Gdybym była Tobą, jak to by się skończyło?

….Ostry makijaż nie dodawał jej uroku, stwarzał wrażenie bardziej wulgarnej.  Tego dnia nie chodziło o kochanie, tego dnia celem było pieprzenie. I tak ciągła myśl dająca jeszcze nadzieję, że jest człowiekiem „byleby się dzieciak nie zakochał”. Stała się maszyną bez uczuć, mająca na celu zrealizować swoją potrzebę. O dziwo nic nie czuła, ani radości, ani rozpaczy, takie marne „nic”, które zaczęło władać jej światem.

Cholernie seksowna kocica chyba znów chciała kimś zawładnąć. Poczuć kontrolę… Nie chciała tylko słyszeć, „Ej, kocham cię!”. Boże jakie to tandetne! Tego dnia marzyła, by chwycił ją za głowę, sprowadził do parteru, sponiewierał i na koniec z kumplem się nią zajął.

… Z rozmazanym makijażem od wielogodzinnych igraszek, weszłaby do wanny pełnej gorącej wody z żyletką w ręce, cięłaby wzdłuż….

… lub…

Poprawiony makijaż, sporo stów w portfelu, jeszcze więcej na koncie nie dawały jej większej władzy aniżeli jej seksualność. Stówki tylko pomagały w utrzymaniu tego poziomu klasy, nic więcej.

.. Wypowiedziane z konkretnym akcentem „Cześć, jestem Kasia” powodowały, że każdy się zakochiwał, ale tylko wtedy jeśli tego chciała. Nie było nikogo, kto nie uległby jej urokowi….

Walcząc z sobą, tym kim potrafię być, tym kim potrafię zawładnąć, staram się przeciwstawić temu, co tak dobrze wypracowałam, co było złe. Dziś walczę z osobistą Brudną Kateriną…

Brudniejszą od Brudnej Diany….

Plus i minus



ON

Wstał, spojrzał na nią z pogardą. Nie musiał zakładać butów. Sprawdził kieszenie, jakby szukając czy wszystko ze sobą wziął. Wrócił się z powrotem, przechylił drinka i wyszedł nie spoglądając w jej stronę.

ON

Stał się dla niej uosobieniem marzeń o partnerze. Niesamowicie męski, silny i dominujący. Inteligentny, zaradny, budzący ją do życia jednym słowem. Uwielbiający grę, która była tak podniecająca. Chwilami pogubiony i dziecinny z racji dwóch osobowości. Samotny w tłumie, niekochany. Pomimo wszystko czuły….ciepły… Człowiek, który potrzebował jej, tak samo jak ona potrzebowała jego. Niezastąpiony…

 

… zdradliwy i kłamliwy, na dodatek tej wyliczanki.

ONA

Codziennie rano powtarza sobie słowa, jak mantrę – „stworzę potwora”…

(nie)przyzwoitości

Pierwszy dzień, od bardzo dawna, w którym mam czas tylko dla siebie. Pierwszy dzień,w kktórym cieszę się, ale nie do końca. Pisuję o seksie najczęściej, ostatnio. Znów słownikiem. Znów dzwoni telefon, lecz dziś go nie odbieram. Dziś oddam KatarinieKatharós co jej, nie bliskim siebie,  nie Bogu co Boskie, nikomu, tylko sobie, egoistycznie.

Usmiecham się,bo nie akceptuję smutasów. Ktoś mógłby pomyśleć,że KaterinaKatharós jest napaleńcem, seksoholikiem. Nic z tych rzeczy! Ona po prostu dostosowała się do rzeczywistosci, bo „rzeczywistość” tego od niej  wymaga. I tak dochodzimy do sedna sprawy, mianowicie powiedz komuś, kto powoli umiera, że chwilami cieszysz się życiem? No kurwa trudno, niemożliwie. Zatem jedyną cichą radością staje się pisanie. Pisanie, lecz nie o życiu, bo chwilami zapominam jak się żyje, ale o tym, czego widzieć nie musialam.

…Zepsuta panna, zamieszkała na ulicy Niemyci, numer domu Odurzeni ubiera sie właśnie w lateksowe body, w przylegające do jej zgrabnych pośladków dżinsy i owiesza się kupą kolorowego żelastwa na szyi i rękach. Taniocha, jednak efekt murowany. Nie ubiera bielizny, wie że niepotrzebna. Wkłada czarne szpilki, przerzuca przez ramię podróbkę Dolce&Gabbana, wychodzi.

Pięć shotów i trzy piwa dalej….

Nogi rozstawione na za dziesięć druga, pierwsza tabletka dolce&gabbana popita pierwszym drinem, z pierwszym partnerem tej nocy…

Widziałam wiele nieprawidłowości, kurestwa. Wracam do przeszłości, bo teraźniejszość jest chwilami gorsza. Opisuję to, co widziałam lub przeżyłam to, co mnie kręciło lub oburzyło, to, na co się odważyłam lub czym wzgardzałam, to na co się nigdy nie odważy dziewczyna taka jak ja, a co widzi dookola. To czego unika…

 

Uwielbiam iluzję, bo dzięki niej nigdy nie wiesz czy coś jest realne, czy też jest pozorem. Drogi Czytelniku nie szukaj tutaj prawdy.

Czy powinnam pisać dalej, czy mnie nie zlinczują?

KatKath.

zosia samosia

Boże jak człowiek robi się słaby podczas stalego , czasami narastającego bólu. Jak upada psychicznie stając się niedoleznym, zależnym od innych.  Młoda, prężna dziewczyna, dwudziestoosmiolatka… <Nie doktorze, dwudziestosiedmiolatka>,<nie Kasiu, juz dwudziestoosmio…> Za miesiąc dopiero… Za miesiąc!

A czasami psychicznie czulam się jak 40-latka… Dziś dopadł mnie stan, w którym czuje się jak 80-latka, tylko fizycznie. Mam leżeć, nieruchomo. Wszystko boli, psychika i niepewność jutra boli jednak bardziej. Nikt nie rozumie,nawet kurwa ja! Nie rozumiem,dlaczego nie rozumiem swojej niedoleznosci, przecież to tylko ciało, jak maszyna, ono tez ma prawo się zepsuć. Nie rozumiem tylko dlaczego moje i dlaczego dziewczyny przed trzydziestką… Nawet chyba nie chce zrozumieć. Nienawidzę, cholernie niecierpie być zależną, że ktoś, podaje rękę, kubek, chusteczkę, leki. Kurwa. Kurwa, spierdalac z tą jebana pomocną dłonią, ja chce sama! Ja mam 28 lat! Choc nawet jeszcze nie!

ZosiaSamosia

Z braku inwencji z brakiem tytułu, ale o równie istotnych sprawach

Nie śpię od 5.30. Gdyby nie fakt, że  po raz kolejny staram się rzucić palenie pewno byłabym już po trzecim, a może nawet czwartym papierosie. Może piłabym już drugą kawę? Nie spie i w zasadzie nie wiem co mam z sobą począć, bo wieloletnie przyzwyczajenia dają o sobie znać przypominając natarczywym myślom, by nie opuszczały mojej głowy w nadziei na moją skuchę. I tak walczę z sobą, z myślami, czy zrobić tę piekielną kawę, która wiąże się z papierosem, czy też starać się przerwać tę zależność?

Czy też pisanie o nałogu tytoniowym jest istotne? Pewno dla ludzi, którzy nigdy nie byli od niczego uzależnieni, nie. Ja mam skłonność do uzależnień, na całe jednak szczęście mam i tego świadomość. Mogę zatem kontrolować się lub nie. Mogę spożywać, smakować, używać – w nadziei „na”. Mogę unikać, być przeciwna, czuć się zdeklarowanym abstynentem czegokolwiek – bez nadziei, lecz z pewnością. Pewnością trzeźwej przyszłości.

Włada mną przede wszystkim kawa i papieros, ale z powodu niepewności jutra, którą na pewno opiszę, zaczynają władać mną lęki. Nie mam pracy, pieniędzy – jestem już w zasadzie na dnie egzystencji finansowej i nie widzę na tę całą sytuację rozwiązania. Nie widzę.

Jednak pomimo tak trudnej sytuacji zaczęłam mieć wolę życia – nie znikomą, ale całkiem pokaźną.

Rozmowa? Nieee, monolog/ Dense Macabre, czyli taniec śmierci kochanków

O, tak, nareszcie!

Czujesz mnie? Czujesz  :twisted: Płynę w twoich żyłach, docieram do neuronów, powoduję – ja! – ten stan lekkiej euforii, zadowolenia, rozmytego uśmiechu, nieco przepełnionego bólem, lecz przytłumionym. Dobrze, o to w tym chodzi, by twoje usta spalone kolorem malinowo – burgundowym drżały na mą myśl, byś je oblizywał, wzruszał nimi mimowolnie – tik – łyk, tik – łyk, tik – pusto. Pusto? Pusto?! No to zaczynamy! Nie ma mnie, słyszysz? Nie ma mnie! Hej! Jestem jak dziecko ciągnące matkę za rękę do wystawy sklepowej, hej! Szarpię cię, przecież wiesz, że i tak nie wygrasz, że ta walka w ringu zawsze kończy się twoim nokautem. I po co się stawiasz, napuszasz, chcesz udowodnić kto pełni władzę w naszym związku? Co, dla oszukania siebie czy mnie? Dobra, walcz, ja poczekam. Stoję, w końcu w pustej butelce przed tobą, byś mnie widział, byś mógł poczuć aromat dzierżąc w trzęsącej dłoni pozostałe opary, byś mógł się na mnie napatoczyć. Pamiętaj przyjacielu, ja mam czas, zawsze wierna tobie suka, odczekam tyle, ile należy. A należy tyle, ile trzeba, byś wrócił. Zawsze wracacie.

<Pukanie do drzwi> Wróciłeś…. <z nostalgicznym uśmiechem, jak matka spokojnie wypowiedziała te słowo> Wróciłeś…. Kochany mój… <on wszedł, rozsiadł się zmęczony na kanapie i dziękował Bogu i jej, że wrócił> Wróciłeś, <powtarzała, w kółko z rosnącym dla otoczenia niepokojem> Wróciłeś, wróciłeś! <jej głos powoli przybierał wydźwięk demoniczny, z czasem przybrał formę małego gremlina skaczącego z miejsca w miejsce burzącego ład i spokój, który tak przyjemny był na samym początku, rozkoszny wręcz> O, tak! Wróciłeeeeś, tak, tak, wróciłeś – mówiłam – wróciłeś! Zawsze wracacie, yhym <jakby sobie przytakując> Wiesz, że lubię kiedy wracasz, chyba nawet bardziej, aniżeli kiedy jesteś w ciągu. Domyślasz się dlaczego? Dlaczego wolę, kiedy wracasz? Bo pragniesz mnie wtedy bardziej niż ja ciebie, kochasz mnie bardziej, ubóstwiasz i nie obwiniasz. I co, opowiedz jak było beze mnie? Te pierwsze dni całkiem przyjemne, prawda? Ja wiem jak to jest i ty też, ale opiszę ci byś zaczął czuć upodlenie, w końcu ten związek do tego mnie zobowiązuje, nieprawdaż? I gdzie ten obiecany spokój, ta oaza wyciszenia, hę? Przecież wiesz, że ten związek dąży do destrukcji – beze mnie czy nie, zawsze będziesz odczuwał niedosyt, niedosyt trzeźwości, niedosyt upojenia. Niedosyt. I wtedy zobaczyłeś mnie, dostrzegłeś w innych rękach, kto inny mnie obejmował, kto inny mnie tulił, przykładał usta, mmmmm…. Ja już wiedziałam, właśnie wtedy, że wrócisz – wszyscy wracacie, wszyscy kochacie, wszyscy pragniecie. I co, dalej wierzyłaś, że dasz radę? Że podołasz zadaniu? Chyba już wtedy wiedziałeś, że cię utulę, pocieszę, zrozumiem. Że nikt inny nie da tobie tego co ja. Wiesz o tym, prawda? Pamiętaj kochany mój, ja zawsze na ciebie zaczekam i zawsze do mnie wrócisz, bo kochasz mnie bardziej niż życie, a jeśli przypadkiem byś się odkochał twoje narządy, twoje ciało i serce zapragnie mnie bardziej niż ty sam. Do zobaczenia, upodlenia! Teraz spij spokojnie, byś miał siłę na kolejną flaszkę, ja poczekam – to moja druga natura – cierpliwość.

Nawet miłość może być chora, stając się uzależnieniem – drugą wódką.

Szybko, szybko!

Tak, tak! Na szybkiego! O jakże brakowało mi pisania! Nie mogłam, nie mogłam, bo trojany atakowały mój komputer z taką natarczywością, z takim impetem i agresją, że nie było mowy o wejściu na którąkolwiek ze stron. Niby internet był, ale co z tego!

Przyszedł mądry pan, z mądrym pendrivem, wziął młotek do ręki, tu postukał, tam dokręcił i komputer idzie jak szalony! Gorzej, bo każda nowość przyprawia mnie o ból glowy – nowy system także. Z tym, że ten nowy system zaczął mi się podobać – wczoraj jednak reakcja była dość zabawna: „i będziesz miała możliwość wyłączenia komputera przyciskiem, dokładnie tak jak go włączasz”, „Coooo?, Dlaczego? Ja tak nie chcę!”.I wczoraj nie trafiały do mnie argumenty, że tak łatwiej i tak samo jak włączam, nie. Wczoraj trafiało do mnie słowo „nowość” i „konserwatywność” lub nawet raczej stwierdzenie „zastała w rozumowaniu”. Dziś jednak się cieszę. Cieszę się z nowego – starego komputera, z nowego systemu, ze starego bloga i z dnia następnego, który być może przyniesie coś równie dobrego jak wczorajszy dzień.

Och, jak fajnie jest pisać. Będę pisać sporo, aż może zaczną mnie czytać? :)