Nowy dzień, nowe nadzieje – moje ulubione słowa.
Wszystko co zdarza się w naszym życiu jest po coś. Ja miałam dowiedzieć się, jak kruche bywa życie, o tym, że nie jestem wszechmogąca ani wyjątkowo doświadczona. Jestem jak wszyscy – jedni mniej, drudzy bardziej doświadczeni. Dodatkowo zapomniałam o tym, że przecież jestem szczesciarą, że goi się wszystko na mnie jak na psie, że ludzie którzy się mną zajmują jakoś ulgowo mnie traktują, że jest kilka osób które się o mnie martwi, a jedna z nich nawet do reszty we mnie zakochana! Czy to nie jest pełnia szczęścia?
Kiedyś szukałam wielkich celów, czegoś co  poświadczy o mojej wyjątkowości. Później stracilam wszelki sens. Nie wiedziałam czego chce,czy w ogóle czegoś pragnę.
Dziś…. Dziś  nie mam wygórowanych pragnień, a mogłabym. Pytasz czego pragnę….
Moim marzeniem jest tworzyć spokojny dom, w wolnych chwilach poznawać świat, ciekawe miejsca, zdobyć swój pierwszy górski szczyt. Marzę o tym, by nauczyć się świetnie Tobie gotować, o tym by stać się silną, czasem Cię zaskoczyć. Na chwilę obecną nie posiadam pragnień związanych z zawodem, sam język wydaje mi się prawie nie do przeskoczenia, ale już nie mogę się doczekać jego nauki!
Zawsze pragnęłam nauczyć się 3 rzeczy, na które często brakowało czasu lub motywacji, a które wydawały się być nie do opanowania – jazda autem, nauka języka angielskiego i tańca towarzyskiego.
Nielada wyczynem będzie wspólne zamieszkanie i umiejętność ustępstw, ale wierzę w nas, bo jak nie my to kto?

…..Między

Dni płyną szybko, jak na czas, w którym podobno nic się u  mnie nie dzieje. Gdzieś pomiędzy kartonami z miłosnymi listami do mojej mamy, a płytkami do nowej  łazienki szukam siebie. Gdzie jestem? Gdzieś pomiędzy… Ani w przeszłości, ani w teraźniejszości…. Gdzieś pomiędzy.

Pierścionek na dłoni przypomina, że należy żyć,w teraźniejszości żyć, jednak odpowiedź na pytanie „jak żyć?” wcale nie zmusza mnie do kreatywnego kłamstwa. Przypomina tylko, że nadal żyje w przeszłości i że nadal nie widzę celu, nie znam go. Cholera! Nie znam go!

Jednego tylko mi się chce, spać mi się chce..

By zrozumieć

Dosyć! Dość udawania kogoś, kim nie jestem.

…Że jestem opanowana.

Nie jestem opanowana, jestem kłębkiem emocji, ot co. Czy jestem w stanie to zmienić? Nie wiem czy to możliwe do zmiany, czy mam w sobie tyle siły. Jestem nimi, całą masą emocji, one mnie budują, konstruują moją rzeczywistość. Dzięki nim jestem tak bardzo uczuciowa i to w sobie kocham, ale jednocześnie to one rujnują czasem mój świat. Wyodrębnić negatywne? Kurwa, toż to niemożliwe na pewno!

…. Że niedoskonała słownie.

Mówię czasem od rzeczy, lecz nie to, czego nie chce powiedzieć. Mówię zagmatwanie i niejasno używając skrótów myślowych, często upraszczając do maksimum, zapominając o różnorodności użytych słów. Ach! To nie będzie proste, ale musi się do cholery zmienić! Kończyłam w końcu studia! Dyplom do czegoś mnie zobowiązuje. To jak wyzwanie wręcz! Zabawa!

….Że często nie mam siły……

… nie mam jej często…. Tracę ją….. fizyczność.

…. Że jeszcze częściej boli…..

….. Bo boli. Cholernie boli. A strachu przed śmiercią już nie ma. Poddaję się, pozwalam memu ciału się rozpaść, skoro taka kolej rzeczy. Tylko lęk został….

…. Że lękam się….

… Lęk. Najcięższy z grzechów głównych. Lęk przed tym, że kiedy odejdę zostawię kochające mnie osoby, że kto się nimi zaopiekuje, że kto zaopiekuje się moim psem, że kto ich wszystkich będzie kochał, rozpieszczał, tulił, rozumiał? Kto?

… Lęk. Przed życiem, przed tym czemu muszę jeszcze stawić czoła. Lęk przed tym, że muszę mieć werwę i siłę, której bardzo brakuje dwudziestoośmioletniej dziewczynie. Lęk przed zagubieniem się w rzeczywistości, lęk przed tym, że ktoś źle odczyta moje słowa, źle mnie odbierze, źle oceni….

Lęk przed tym, że ktoś odkryje moje lęki.

Pierwszy wpis. Niech czyta każdy. Przestaję udawać. Usuwam „burkę”, odkrywam twarz.

PS Tosia lubi być drapana pod pachami szczególnie, również za uchem. Tosia lubi długie spacery. Nie cierpi aportować. Uwielbia szukać kretów. .. A kiedy nie chce jeść trzeba postraszyć ją kotami….

 

W kategorii: „O mnie”

Heh…. Nawiedzona…. Staroswiecka…. W magię wierzy?!

Zło jest złem. Jesteś złem. Zło jest złem, niezaleznie od pobudek. Jest Bóg. Wierzyłam zawsze, że On jest w stanie uzdrowić każdego z jego zła. Myslalam, że będę Jego świadectwem, ze każdemu należy wybaczyć, dać drugą szansę. Jest Bóg. On mówi do mnie. Wiem co mówi. W Twoim temacie milczy. Milknę wiec i ja.

Na spotkaniu

Tak jak wiem, że jestem, wiem że jesteś ty, tak samo doswiadczylam Jego obecności. Wiem, że jest. Nikt mi nie wierzy, że wiem o czym mówię. Dlatego każdego, kto nie wierzy chciałam zabrać w podroż, by pokazać… Że istnieje jak ty, czy ja. Jest to niepojeta Moc i wiem o niej tylko tyle, że takiego Dobra człowiek nie jest w stanie z siebie wydać. Ide na spotkanie, czekam co mi powie. Ma mi sporo do wyjaśnienia….

NIC

Nic ze mnie nie zostało, nie ma mnie. Nie ma mnie. Juz nawet nie wariuje, nie krzyczę z rozpaczy. Znikam. Wszyscy dookoła zaczynają się martwić, a ja nic nie widzę, tylko jeszcze czuje. Świat się zatrzymał. Z ludzkich odruchów jeszcze oddycham i wciąż czuje. I pale, jak smok. Nie wiem nic. Nie wiem jaki mamy dzień, co mam w lodowce, czy jest zimno czy cieplo-sadzac po ludziach ubranych skąpo jest gorąco. Mnie nie jest ani gorąco ani zimno. Juz nawet nic ogarnęło moją głowę i na niczym zakończę.

List

Podobno rozpacz skłania do kreatywności…. Ostatni wpis o sobie i o Tobie. Czytasz bloga, widzę. Jednak teraz kiedy mam się zwrócić do Ciebie mam pustkę w głowie. Tu przynajmniej mi nie odpiszesz, będziesz mógł udać, że to nie ty stales się bywalcem strony o-rozwoju. Ja udam, że nie dostrzegam większej ilości odsłon. Nie myslalam, że dotrzesz do strony, ale to bylo głupie rozumowanie. Chyba znalazłam pracę wiec się nie martw. Nie wiem co Ci napisać, wiedziałam co pisać, kiedy nie wiedziałam, że tu jesteś. Teraz malo treściwe wydaje mi się każde zdanie, nic nie znaczący list. Bez emocji, tych moich. Może dlatego, że juz wszystko zostało powiedziane, że Ty nie powiesz nic więcej, nie zapewnisz mnie słowem, bo w nie trudno uwierzyć. Ja także nic więcej Ci nie powiem, bo powiedziałem juz wszystko. Tak sie balam tego wyjazdu, jednocześnie tak na niego z utesknieniem czekając. Marzylam o wspólnym domu, najmniejszym ale wspólnym. Marzylam o tym, że zawsze podejdziesz i utulisz mnie czule w ciągu dnia lub wychodząc do pracy. Marzylam, że będę piekła Ci ciasta,a Ty choć będziesz się denerwował w głębi duszy będziesz wdzięczny. Widziałam oczyma wyobraźni spacery z malym „pędrakiem”, który ciągnie Tośkę za ogon i traci równowagę,dzierżąc w ręce pukiel sierści. Widziałam wiele więcej, nie widząc tego kim jesteś.. Może nie chciałam. Może teraz nazbyt się rozczulilam, moze Ty pomyslisz, że z mojej strony to prowokacja. Przecież Ty zawsze podejrzewasz podstęp.. Chciałam chyba byś wiedział, co czulam do Ciebie, bo wciąż mi zarzucales, że chyba nie kochalam, bądź Anglii się wystraszylam. Wiesz, niczego się juz chyba nie boje. Nie wiem tylko jak bez Ciebie żyć…. z Toba również.