bez tytułu

I dajmy na to takie tam gry w szachy; ruch – myślenie. Pewność i jej brak, namysł i zanik myśli, ciągła czujność…. I siedzę tak i myślę co należy, co wypada, czego nie. Jak powinna zachować się kobieta, jak powinna zachować się kobieta u jego boku.

Pewność… Wzbieram na sile, myślę, zastanawiam się lecz nie piszę już tego czego nie wiem, nie mówię czego pewna nie jestem. Dobrze.

Sprawdzam w głowie, milczę, by nie peplać jak reszta świata, nie snuć absurdalnych opowieści. Uczę się – nie peplać, nie popełniać błędów, tych samych – wciąż nowe.

Trudno żyć, kiedy widzisz w sobie wciąż to co niedoskonałe, niedokonane, słabe. Kiedyś widziałam zaledwie błąd językowy powtarzany nagminnie „Ciężko żyć”. Myślałam, że „ciężko się żyje”, dziś wiem, że ten ciężar życia jeszcze nadejdzie. Dziś martwię się dniem dzisiejszym. Przestałam myśleć o „wczoraj” i o „jutro, bo „wczoraj” już minęło, a „jutro” dopiero nadejdzie. Czy wciąż będę walczyć?

Stateczek

Dlaczego nie dom na plaży, ogród pełen róż czy coś równie stabilnego? Ponieważ obecnie stateczek kołyszący się spokojnie na wyciszonej tafli wody, wcześniej miotany był huraganami.

Nasz pokład… Nie chcę już na nim więcej gości. Tyle bym straciła wypływając na nieznane wody i co gorsza zawierzając naturze. Jednak Twoje silne ramiona utrzymały ster. Zapłatą za nierozwagę są poharatane serca, nieco podniszczona łódź. Wciąż razem. Choć niewiele brakowało byśmy poszli na dno, utonęli, to Twoja wiara i niezmierzona miłość uratowała nas. Jak bardzo się wypaliłeś? Jak bardzo ja swoim uporem i powątpiewaniem zraniłam Cię?

Dziś z polika spływa mi łza i staram się nie wracać myślami do tamtych dni. Kartony pełne Twoich ubrań nie chcą jednak opuścić mojej głowy, słowa o braku swojego miejsca wciąż dźwięczą w moich uszach – dopiero je zrozumiałam.

Wczoraj był huragan, wczoraj był smutek, wczoraj uświadomienie.

Dzisiaj Kochany mój, stałeś się mi tak bliski. Dzisiaj chcę się odwdzięczyć za ratunek od zguby. Dziś chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham. I choć nie znam słów jakimi mogłabym się posłużyć opisując co do Ciebie czuję, to od dzisiaj staram się być lepszą, by jutro mogło nadejść w spokoju, wzajemnym szacunku, zaufaniu i tej pięknej miłości.

Krystianowi – Kasia.

„X” Wielka niewiadoma

Jestem pełna lęku i niepewności. Dziś widziałam podstarzałą kobietę zniszczoną przez życie – spoglądałam na nią, przerażała mnie, jakbym dostrzegała w niej siebie za parę dobrych lat. Dziś wszystko mnie przeraża – szczególnie NFZ, od którego niestety jestem zależna, brak pieniędzy dobitnie zaznaczający swą obecność – aż dziw, że „brak” może być obecny. Niepokoi mnie przyszłość, która stała się tak niewiadoma, tak niepewna, tak…wymagająca stawienia czoła. A ja dziś choć nie chcę muszę i jutro też, i po jutrze i po pojutrze… Jestem przerażona. Boję się zwykło, boję..

SS

W zasadzie chyba już wiem co powinnam zrobić.

Są takie chwile, takie słowa, takie myśli, które zostawiają ślad na wieki. Nie zapomnisz, nie wymażesz, nie zresetujesz. One są, schowane, gdzieś daleko, nawet czasem mógłbyś pomyśleć głupi człowieku, że w końcu udało ci się je przepędzić, że zmieniły adres zameldowania, że….

Nie ma ich? Nie, nie! O ironio! One wracają właśnie wtedy, kiedy nie powinny, kiedy powinien wygrać rozsądek. Nie jest niczym nowym stwierdzenie, że kierujemy się emocjami – przynajmniej w dużej mierze. I to właśnie ich występowanie zapędza nas w kozi róg. To dzięki emocjom zapamiętujemy dane chwile bądź nie, zatem jeśli emocja jest intensywna występujące zdarzenie będzie zakodowane, jeśli moment nie wywołał w nas większych podniet możemy o tym fakcie zapomnieć, nie pamiętać go. Z jednej strony dobrze, z drugiej źle. Niby uczymy się, uspołczniamy, rozumiemy występujące schematy i działamy w obrębie tych wyuczonych, zapamiętanych. Wtedy np. mogą nam one uratować życie – podobne działanie edukacyjne ma ból – też uczy. Ale te pieprzone schematy mogą nas także zrujnować. Dlaczego? A no dlatego, że jeśli mieliśmy złych nauczycieli, że np. wszystko należy krzykiem rozwiązywać, bądź nauczeni zostaliśmy poświęcać się dla innych bez namysłu, wtedy biorą górę konflikty. A konflikt to nic innego jak dwie przeciwstawne sobie osobowości umieszczone w jednym móżdżku – przynajmniej w moim pzypadku. Jedna egoistyczna, druga altruistyczna. I jak obie atakują się nawzajem, jak tu mówić o…. o czymkolwiek!  Zostaje tylko SS.

Pisać dalej czy olać wszystko? O pisaniu i nieczytaniu mojego bloga

Wcale, a wcale nie potrzebuję litości i wypraszania się o czytelników – nie zmierzam do tego. Mam jednak poczucie pewnego niedosytu pisząc tylko dla siebie. Przecież mogę pisać na kartce papieru, kolekcjonować wpisy w segregatorze i zamykać w szafce. Chciałabym usłyszeć opinię, nie szukam bałwochwalstwa, nie. Szukam opinii, czyli „hej, piszesz świetnie, podoba mi się twój język”, lub dla odmiany „no, cześć! Piszesz tak chujowo, że aż oczy bolą, z tyloma błędami, że ho ho! A składnia?! Jaki tu prostacki język, popraw się, bo i ja uciekam”.

I wiem. Wiem już dużo, a przynajmniej sporo.A tak? Jak? Jak mam do cholery wiedzieć czy piszę dobrze, czy może już upadlająco dla oczu czytelnika, że…. Że nikt nie zostawia komentarza, że ktoś wejdzie, spojrzy, nie wiedząc nawet czy przeczytał? A może nawet nie spogląda, bo za dużo liter za mało obrazów? Kurwa, puddelek konkurencję stwarza.

Po cóż pisać na wyszukane tematy skoro na blogu jestem ja. Ja sama. Toż to w głowie wiem co mam, nie potrzebuję zapisywać myśli na papierze – nawet tym elektronicznym, bo wiem, wiem co mam w głowie i raczej pamiętam o czym myślę. Czasem zapominam o czym rozmawiałam, co robiłam, ale tu jestem szczera, zatem nie mam problemu w opisywaniu przemyśleń – raczej. Czasem zdarzy się, że zapomnę i nawet to – przemyślenia, ale z powodów głębszych, aniżeli brak szczerości. Gubi mnie czasem mój umysł, ale nie zamieniłabym go na żaden inny. Wolę niedoskonały, ale jakże swój. Mój, mojszy, najmojszy.

No. To się nawet nie podpiszę, bo przecież wiem kim jestem, zatem po co do licha ten pseudonim?! Paranoja! Cha!

O niepaleniu, czyli jak rzucić i zwariować

Nie palę. Nie palę nie dlatego, że niezdrowo i inne wymienianki.Nie palę z innych powodów.

Niepalenie doprowadza do furii, o czym pisałam już wczorajszego dnia na fejsie. Być może niepalenie tylko u mnie powoduje rozdrażnienie, agresję, szał, amok? Być może chcę się tylko przed sobą wytłumaczyć z emocji jakie mną targają i zachowań będących ich wynikiem? Zauważam nieudolność toku swojego rozumowania. Niemożność skupienia się jest na tyle przytłaczająca, że zaczynam przepraszać ludzi, którzy ze mną obcują. Myślę tylko jednym – o tym, by nie palić lub zapalić i przestać myśleć o niepaleniu. Logiczność w myśleniu czy też racjonalność wcale nie ułatwiają walki z nałogiem. Jest to jednak pewien rodzaj zabawy ze sobą, a mianowicie – ile jeszcze wytrzymam, jak zachowuje się moje ciało, jak zachowuje się mój umysł, jak brak nikotyny uaktywnia te zachowania, nad którymi pracowałam, by niewystępowały. Skaczę z tematu na temat, myśli mam niespójne, a podobno zadymienie powoduje naszą nieudolność, a jego brak efektywność naszych rozważań. Och, Boże!  Wszystko mnie męczy! Nie tylko myśli lub ich brak, nie tylko żyły pożerające nikotynę z Niquitin’u, ale wszystko – moje ręce, nogi, głowa, szyja, żołądek i co tam jeszcze! Kompletnie nie wiem o czym piszę, nie wiem czy piszę poprawnie, nie wiem czy ktoś rozumie CO piszę, bo o czym to chyba jest jasne? Nie wiem ile jest tu błędów składniowych, interpunkcyjnych, innych.

KaterinaKatharós

O Bogu, zapatrywaniach, zmęczeniu i czerwonej kropli spływającego płynu

Wczoraj przyglądałam się swoim nadgarstkom – są szczupłe, prawie wychudzone.

Woda w wannie była bez charakteru. Nijaka, ni to ciepła, ni chłodna, ani mnie nie grzała, ani chłodziła. Beznamiętna, bezpłciowa, mętna. Ręce unosiły się na powierzchni tafli.

Kościste nadgarstki spoglądały na mnie z politowaniem, ciało krzyczało „dość!”, umysł znajdował się w surrealistycznej rzeczywistości.

Wczoraj przyglądałam się swoim nadgarstkom. Wczoraj przyglądałam się im. Wątłym, zmizerniałym nadgarstkom, z cienkimi, prawie wysuszonymi żyłami pulsującymi jeszcze. Znaczy, że żyję…

W chłodnej już, dalej tak samo mętnej wodzie spłynął czerwonawy płyn po nadgarstku. Spłynął dość szybko pozostawiając różowawy osad na skórze, w miejscu gdzie sprawdza się puls.

Szarość życia i czerwień płynąca z duszy. Czerwień płynąca z serca; ja krwawię. Dnia poprzedniego zmartwieniem byłam dla siebie. Dzisiejszego dnia wciąż się niepokoję. Bo nadgarstki nadmiernie mnie ciekawiły.

A o Bogu? Cóż, też ten wpis ma z Nim wspólnego? Boże… Przepraszam Cię za zmarnowany dar życia.

 KaterinaKatarós Mój Bóg mi wybaczy ten stan na pewno.

Malinowy ogród. Hibernacja/ Opowiadanie

Nie stagnacja, ale stan zawieszenia. Siedzę, oddycham, smakuje. Smakuje. Mi….

W malinowym ogrodzie, gdzieś za zdobioną bramą obrośniętą bluszczem jest huśtawka. Powieszona na najwyższym drzewie z okazałą koroną soczystej zieleni od lat wrzyna się swoimi grubymi sznurami w konar. Buja się. To raz wysoko, to znów nisko.

W malinowym ogrodzie buja się huśtawka, a na huśtawce malinowa księżniczka. Zapatrzona w dal, głową dotyka chmur. Jej nostalgiczny uśmiech od lat przepędza zagubionych przechodniów szukających wczorajszego dnia.

 Nikt jej nie odwiedza, nikt nie tuli w malinowym ogrodzie gdzieś pomiędzy śpiewem kolorowych ptaków a promieniami słonecznymi muskającymi jej blade poliki. Ona siedzi, ubrana w lęk i niepewność, które utkane jak z pajęczej nici, lekko unoszą się pod naporem podmuchu wiatru…

Niepewność jutra. Nie pewność a obawa przechadza się po mej głowie. Stuka, puka, buszuje. I melancholia przeplata się z euforią. Problematyczna osobowość, zaburzona, chaotyczna jak huśtawka w malinowym ogrodzie raz do góry, a raz w dół. Czy ktoś rozumie mój świat?

KaterinaKatharós

 

 

#11 Jutro jest dziś

Dzień podobny do dnia. Jem, słucham, spoglądam, patrzę, myślę. Ktoś mądry powiedział „myślę więc jestem”. Moje życie przypomina próżniowe pudło, w którym poruszam się jak ślepiec – nic mu nie zawadza, nic nie staje mu na drodze. Nic. To jest właśnie niepokojące.

„Kobiety, które kochają za bardzo”. Nowa książka, nowe zamówienie, być może nowe życie, bez próżni. W kilku słowach opiszę Ci tę książkę, bo wydaje mi się być istotną dla każdego. Do usłyszenia w następnym poście KatKath.

#2

Jestem tu. Spoglądam na biedronkę, która miota się, chodząc w kółko po blacie biurka. Pierwsza oznaka wiosny. Taka wyblakła ta biedronka, z ilością kropek – zero. I wydawało mi się, że oślepła – nie bała się mojego wielgaśniego palucha zbliżającego się do jej małego korpusu. Mam wysyp biedronek w pracy. Pomimo, że brzydzę się każdego robactwa ostatnio ratowałam muchę, która wpadła do kawy. Osuszyłam jej skrzydełka papierem i znów poleciała mogąc mnie wkurwiać brzęczeniem.

Kolejny dzień. Od poniedziałku minęło ich sporo. Od wczoraj, natomiast, próbowałam ustalić jaki mamy dzień. Czy to środa…? …czwartek? Dopiero dziś uświadomiłam sobie, że mamy piątek. Nieważne co było wczoraj, bo wczoraj już nie ma – jest dziś. Podobno są tylko dwa dni w życiu, na które nie mamy wpływu, to jest wczoraj i jutro. Ja te „wczoraj” i „jutro” ostatnio mam dość często.

WSZYSTKIE ETAPY ŻAŁOBY….Podobno będę je przechodzić. Jakby umarł – ale on żyje. Umarł dla mnie. KaterinaKatharós